„Oczywiście, że wracamy!”

Z zespołem wolontariuszy przy „5. Festiwalu Arcydzieł” rozmawia Mateusz Kaliński

W ostatni piątek w godzinach popołudniowych w kafejce „Siemaszki” spotkałem się z piątką wolonatariuszy, którzy od lat swoją pracą wspierają teatr w organizacji „Festiwalu Arcydzieł”. W rozmowie wzięli udział Iga, Miłosz, Basia, Martyna oraz Eliza – a jej zapis znajdziecie poniżej.

Jak długo współpracujecie z Teatrem im. Wandy Siemaszkowej? 

IGA: Martyna chyba najdłużej.

MARTYNA: Tak, od 2019 roku. 

IGA: Ja od 2021. Chyba od „Trans/Misji”. 

MIŁOSZ: Ja od 2022 – tak mi się wydaje – albo 2023. Już nie liczę tego. 

BASIA: Ja również od 2021.

ELIZA: To ja, idąc drogą dedukcji, chyba od 2022 roku. 

Co was przyciąga do pracy w wolonatariacie w tym teatrze? 

IGA: To bardzo przyjemnie. Są fajni ludzie, chyba się lubimy. Monika, która się nami opiekuje, jest też super. 

ELIZA: Pozdrawiamy! 

IGA: I miło nam tutaj spędza się czas. Mamy możliwość oglądania spektakli w ramach wymiany barterowej.

MIŁOSZ: Jest to jeden z plusów, ale po prostu fajnie jest być w samym sercu tego festiwalu i pomagać. Nie jest to dla nas aż tak wycieńczające, staramy się jak możemy pomagać ze wszystkim. 

ELIZA: Nie przepadam za porą roku, jaką jest jesień, ale w tym czasie odbywa się festiwal. Każdy z nas do tej godziny 16-17 robi inne swoje rzeczy: ktoś jest w pracy, ktoś w szkole, ktoś na studiach – i później my wszyscy mamy wspólny cel, przychodzimy do tego teatru. Ubrać się ładnie można zawsze, ale wiadomo o co chodzi w wyjściu do teatru. Zbieramy się z intencją zaopiekowania się widzami. Pytają nas: „gdzie do toalety?”, „mamy kwiaty dla aktorów, gdzie możemy się udać?” itd. Ale też przychodzimy obejrzeć spektakle. To jest bardzo przyjemne: ten ponad tydzień, w trakcie którego jesteśmy totalnie sfokusowani na zadanie. Jest tutaj bardzo dobra atmosfera. 

IGA: Właśnie, za oknem coraz szybciej robi się ciemno, a więc ładne wejście w jesień. 

MIŁOSZ: Myślę, że bardzo fajne jest to, że zawsze po spektaklach dyskutujemy. Mamy też swój ranking – poza oczywiście wszystkimi nominacjami. Także przyznajemy swoje nagrody – tylko w naszym gronie. 

IGA: I nigdy nie pokryły się z nagrodami dziennikarzy ani jury. 

ELIZA: Tak, niesamowite.

IGA: Może w tym roku… 

ELIZA: Ale to pokazuje, że każdy z nas szuka czegoś innego w teatrze, ma inny gust. Każdy z nas może mieć też inny dzień. Czasami to nie jest ten dzień na skupienie się na danym spektaklu. To jest ludzkie. 

MARTYNA: Możemy także ćwiczyć różne swoje umiejętności: na przykład społeczne, bo trzeba podejść do człowieka, dać mu ten kuponik czy gazetkę, podyskutować.

MIŁOSZ: To prawda. 

BASIA: Bardzo cenię to, że możemy poznać tutaj świat teatru od środka. Nie tylko jako widz, lecz także jako osoba działająca na zapleczu. I to jest coś fajnego. Mamy kontakt z tymi aktorami, twórcami. 

Jak wygląda praca w wolontariacie w teatrze? 

ELIZA: W tygodniu, kiedy zaczyna się festiwal, mamy spotkanie z naszą opiekunką, już wcześniej wspomnianą Moniką. I ona nowym osobom szczegółowo tłumaczy. Bardziej doświadczonym przypomina, jakie mamy obowiązki co roku. Dochodzą także kolejne aktywności. Rozpisujemy swoje dyspozycje, od której do której możemy w każdy dzień być. I na podstawie tego Monika układa grafik.

MIŁOSZ: Podstawową rzeczą jest to, że przed spektaklem wydajemy gazetki festiwalowe oraz losy do głosowania. W tym roku również obsługujemy kafejkę – zawsze przed spektaklem i w przerwach. Co jeszcze należy do naszych obowiązków? 

IGA: Parking (śmiech). Mój ulubiony osobiście. Bardzo lubimy pilnować parkingu.

ELIZA: Tak – dlaczego pilnujemy parkingu, proszę państwa? Proszę się na nas nie złościć, ale to jest ze względów technicznych. Jest troszkę za mało miejsca z tyłu teatru, a te wszystkie tiry, które przyjeżdżają ze scenografią muszą manewrować i muszą mieć jak wycofać. I z tego względu większość tego parkingu jest niedostępna dla gości.

IGA: Po spektaklach zbieramy te kupony z oddanymi głosami, żeby potem, pod koniec festiwalu, mogły to dziewczyny podliczyć i wyłonić zwycięzcę. No i chyba tyle z głównych… 

MARTYNA: Czasami zdarza się, że dajemy też kwiaty.

MIŁOSZ: Tak, albo rozstawiamy krzesełka, pomagamy przy przygotowaniu rozmów po spektaklach.

Wspomniałeś, Miłoszu, o nagrodach, które przyznajecie. Co u Was wygrało w zeszłym roku? 

MIŁOSZ: Och, no pomyślmy, co w tamtym roku wygrało? 

IGA: Chyba Drakula (reż. J. Roszkowski; Teatr im Tadeusza Różewicza w Gliwicach – przyp. M.K.).

MIŁOSZ: Drakula, tak. A z tego, co pamiętam, Drakula nie otrzymał żadnej nagrody. Wśród wolontariuszy był to faworyt. Co udowadnia, że mamy odmienne zdania.

IGA: Drakula chyba wszystkim od nas się podobał. 

MIŁOSZ: Tak, wszystkim wolontariuszom się podobało. 

A w tym roku jakich macie faworytów? 

IGA: Mnie najbardziej podobało się Betlejem polskie (reż. R. Szumski; Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie – M.K.), a na przykład Elizie w ogóle.

ELIZA: Tak, ale już jesteśmy przyzwyczajone do tego, że z Igą mamy kompletnie inny gust. To też jest super – wychodzimy ze spektaklu i ja tylko czekam na moment, żeby spojrzeć się na Was i zapytać: „no i co? no i co?”. Byłam taka wczoraj po Dżumie (reż. W. Kościelniak; Teatr Kameralny w Bydgoszczy – M.K.): I pytam się Igi: „no, jak tam?” I ona kręci mi głową, że nie. I już wiem, o co chodzi. Ale tak samo było w drugą stronę: Idze bardzo się podobało Betlejem…, a mi niekoniecznie. W sumie większości wolontariuszy podobało się Betlejem…. Byłam w mniejszości i musiałam też zrozumieć, że „ej, to nie jest nic złego” To nie jest tak, że mówię: „Dobra, ze mną jest coś nie tak”. Po prostu każdy jest inny i każdy ma inny gust. Więc o tym też sobie rozmawiamy. 

Oczywiście czasem wasze gusta pewnie będą się pokrywać z wyborami gazetki. (Do Igi) Twoje już się pokryły, bo Betlejem… jest hitem wśród redakcji, a Dżuma jest traktowana nieco chłodniej. Czy macie własne doświadczenia teatralne? Tworzycie coś? A może chcielibyście?

IGA: Część osób grała, więc może wy powiedzcie. 

ELIZA: Ja od dziecka jestem w tym świecie i aktualnie już szósty albo siódmy rok jestem tutaj. Nieopodal, na ulicy Kopernika, mieści się Akademia Aktorska „Artysta” i tam się kształcę. Gramy regularnie spektakle co roku. Bywa tak, że nawet dwa razy w roku. Aktorzy z Teatru im. Siemaszkowej założyli tę akademię, są również pedagogami w niej. Mamy także to szczęście, że możemy – jeśli warunki pozwalają, jeśli teatr może nam udostępnić scenę – zagrać na tej scenie, co mnie bardzo cieszy. 

IGA: I teraz Eliza ściąga ludzi z „Artysty” na wolontariat. Pozdrawiamy Łukasza, Marcela i Klaudię! 

ELIZA: Tak, tak, jestem, jak to się mówi…

IGA: Łącznikiem.

ELIZA: Nie wiem. Łącznikiem…?

IGA: Rekruterem? 

ELIZA: Tak (śmiech). Jestem rekruterem wolontariuszy przez Akademię Aktorską „Artysta”, więc pozdrawiam! 

MIŁOSZ: Ja dosyć podobnie. Chociaż nie przez sam Teatr im. Wandy Siemaszkowej. Zaczynałem w innych miejscach: i szkolnych, i pozaszkolnych. I w pewnym momencie załapałem się tutaj do Siemaszkowej, do Młodej Sceny. To było jeszcze przed wolontariatem. Dopiero potem dołączyłem do grona wolontariuszy. W Młodej Scenie też byłem ze cztery lata co najmniej. 

IGA: Tak. I graliście na festiwalu. 

MIŁOSZ: Tak, graliśmy raz na festiwalu dwa lata temu. 

Jaki to był spektakl? 

MIŁOSZ: To była Tajemna historia (reż. B. Napieraj). Jeden z moich ulubionych spektakli. Dwa ostatnie spektakle Młodej Sceny są zdecydowanie moimi ulubionymi: Życie jest snem Calderóna de la Barki (reż. B. Napieraj) i właśnie Tajemna historia Donny Tartt. Także miałem trochę obeznania względem pierwszego spektaklu na „Arcydziełach” w tym roku, jako że był to Calderón, a sam grałem w Calderónie. Rzeczywiście trochę czułem, że to rzeczywiście jest Calderón, ale myślę, że Życie jest snem jest poważniejszym trochę dramatem niż Księżniczka na opak wywrócona (reż. P. Aigner; Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu – M.K.), która była w pierwszy dzień festiwalu. No, jednak to była komedia…

MARTYNA: Jeśli chodzi o doświadczenia teatralne, to ja raczej takich nie miałam oprócz szkolnych teatrzyków. Bardzo lubię jednak udzielać się społecznie i właściwie do Teatru im. Wandy Siemaszkowej trafiłam przez Akademię Wolontariatu. Tam pewien człowiek powiedział drugiemu człowiekowi: „słuchaj, jest taka wariatka, która potrafi dwanaście godzin jechać pociągiem po to, żeby obejrzeć sobie musical w Gdyni – i wracać”. Więc tak się tutaj zaczepiłam. 

I macie nadzieję rozwijać te zainteresowania? Na przykład przez studia aktorskie? 

ELIZA: Ja próbowałam po liceum. Nie dostałam się, a teraz zawodowo patrzę trochę w innym kierunku. Nadal jest to bardzo bliskie mojemu sercu i wystarcza mi na ten moment robienie tego czysto z pasji. I uważam, że jest to też zdrowsze, jeśli traktuję to jako moją pasję, jako dodatek. Chociaż poświęcam temu bardzo dużo. Wolę jednak chyba zapamiętać to jako coś przyjemnego. Ja mogę się utrzymywać z czegoś innego, a to mogę robić dodatkowo i sprawia mi to jak najbardziej satysfakcję. 

Jesteście widzami, którzy mają całkiem sporo spektakli za pasem. Co lubicie w teatrze? Czego oczekujecie? Czy w przyszłości także zamierzacie podejmować pracę wolontariacką, żeby być bliżej tego, tego teatru? Czy może za wcześnie na takie pytanie?

MIŁOSZ: Za każdym razem już myślę, że nie, że to już ostatni rok – trzeba sobie zarezerwować trochę czasu. A wtedy przychodzi Monika z pytaniem, czy wracamy w tym roku. No i oczywiście, że wracamy! To dla nas jest tak naprawdę przyjemne. Na pewno myślę, ja przynajmniej, o kolejnych latach.

ELIZA: Do tego – bądźmy szczerzy – jak się jest studentem i nie ma się zbytnio warunków wszelakich, żeby jeździć na spektakle po całej Polsce… Spójrzmy prawdzie w oczy, to nie jest „tania impreza”. Mnie by nie przyszło do głowy, żeby jechać do Torunia na spektakl albo do Bydgoszczy. Przynajmniej nie w tym momencie życia. I bardzo doceniamy, że do Rzeszowa przyjeżdżają te teatry, ci aktorzy, że my możemy z nimi się spotkać, porozmawiać. Nie zawsze jest taka możliwość po spektaklu, że rozmawia się z aktorami. Oni kłaniają się, a my, widzowie, idziemy do domu. Tutaj każdy, kto chce, kto może zostać na rozmowę. Może zadać pytanie tym aktorom czy twórcom, jeśli jest reżyser. Więc jeśli jest się na miejscu i jeśli możemy poświęcić ten lekko ponad tydzień, to naprawdę same benefity to nam przynosi. 

Spośród tych wszystkich edycji obejrzeliście dziesiątki spektakli. Czy są takie, które zapadły wam w pamięć i siedzą z wami do dzisiaj? 

IGA: To na pewno „Trans/Misje” były bardzo fajnym festiwalem i szkoda, że już ich nie ma.

ELIZA: Tak. 

IGA: Zawsze tęsknimy latem – więc jakbyście chcieli go przywrócić, to nam by było bardzo miło. Tam były teatry z zagranicy, co jeszcze było ciekawsze. Na polskie spektakle zawsze da się pojechać; albo się o nich słyszy, albo czyta. Można pojechać do teatru do miasta obok. A spektakle zagraniczne… raczej mało kto z nas by pomyślał o tym, żeby pojechać na spektakl do Łotwy albo do Rumunii. A tutaj była okazja, żeby to obejrzeć i były to ciekawe doświadczenia. 

MARTYNA: Mieliśmy wtedy także inne zadania. Na przykład byliśmy opiekunami tych zespołów, tłumaczami.

Działacie przy innych festiwalach tutaj organizowanych?

IGA: Tak. 

MIŁOSZ: Teraz głównie to są „OFF-y” i „Arcydzieła”.

IGA: Tak. I wcześniej właśnie były „Trans/Misje”, ale od dwóch-trzech lat nie ma.

ELIZA: Tak. Ale co do tych spektakli… Wspomniałaś, Iga, o teatrze z Łotwy. I jeśli chodzi o te spektakle, które mi zapadły w pamięć, to produkcje Liepājas Teātris. Oni grali spektakl Grimm (łot. Grimmi, reż. E. Seņkovs – M.K.), w którym postaci mówiły wymyślonym językiem. Scenografia była piękna… To jak oni grali, jak się zachowywali na tej scenie… Pamiętam, że ten spektakl został bardzo dobrze przyjęty wśród rzeszowskiej widowni. Chyba na „Festiwalu Arcydzieł” ten sam teatr wrócił ze spektaklem Grecy (łot. Grieķi, reż. E. Seņkovs – M.K.), prawda?

IGA: Tak, bo to była saga. Mieli trzy spektakle. 

ELIZA: Na podstawie mitów greckich. 

IGA: Tak. I byli na „Trans/Misjach” w 2021, potem w 2022 i mieli wrócić z kolejnym spektaklem w 2023. Ale nie było „Trans/Misji”, a my wszyscy czekaliśmy, aż wrócą. I udało się chyba dopiero w 2024.

MIŁOSZ: Dwa lata temu. 

IGA: Była przerwa i wszyscy czekaliśmy na Łotwę. 

MIŁOSZ: Dwa lata temu na „Arcydziełach” byli ostatniego dnia. Byłem raczej kiepsko nastawiony do spektaklu, ale wyszedłem w szoku. Był prześwietny. Naprawdę był świetny. 

ELIZA: I mi się jeszcze kojarzy, patrząc na całokształt, spektakl Noce i dnie (reż. M. Siegoczyński; Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu – M.K.). To było dwa lata temu. I jeszcze Kruchość wodoru. Demarczyk (reż. K. Chlebny; Teatr Nowy Proxima w Krakowie – M.K.). On też był dwa lata temu – chyba na finał festiwalu.

IGA: Spektakl Proximy się bardzo mi podobał. Na ostatniej edycji Festiwalu Nowego Teatru w ostatnim dniu było Flying Fish (chor. F. Fehér; spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu Akademii Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie – M.K.). Martyno, byłaś wtedy? To to był mój ulubiony chyba ze wszystkich. Z „Trans/Misji” bardzo podobało mi się Złote cięcie (reż. J. Horák; Studio Hrdinů w Pradze). Oprócz tego z Zakopanego zawsze mieli fajne spektakle. 

ELIZA: Tak, Witkacy! Rzeźnia (reż. A. Dziuk; Teatr Witkacego w Zakopanem). Tak, doceniamy!

IGA: Ze spektakli konkursowych to Rzeźnia wygrywa.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blog festiwalowy przy 63. Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych. Recenzje, omówienia, polemiki, plotki. Okazjonalne złośliwości w granicach zdrowego rozsądku. Bloga prowadzą Natalia Kamińska i Mateusz Kaliński.

Chcesz się z nami skontaktować? Napisz!

natalia.katarzyna.kaminska@gmail.com

mateuszkalinski1993@gmail.com 

Pozostałe wpisy

Felieton: teatralne potwory i spółka

Z jakiej klasy społecznej jesteś? SPRAWDŹ TERAZ >>

Dżuma, the musical – o wszystkim, a więc o niczym

…czyli dlaczego nie złapałam bakcyla

Podkast Festiwalu Arcydzieł: rozmowa z redakcją gazety festiwalowej

Jak działa jamniczek redakcji? Jest syty, choć nieco zmęczony

fot. Wiktoria Cieśla

„Oczywiście, że wracamy!”

Z zespołem wolontariuszy przy „5. Festiwalu Arcydzieł” rozmawia Mateusz Kaliński

To spotkanie rodzinne, o którym nie chcesz pamiętać

Czyli jak nowy kierunek aktorski poradził sobie z arcydziełem Vinterberga

Podcast Festiwalu Arcydzieł – festiwal od kuchni. Rozmowa z administracją teatru

Tym razem zabieramy Was za kulisy i sprawdzamy, jak organizuje się jedno z największych wydarzeń kulturalnych na Podkarpaciu

Fot. Adrianna Raszkowska/materiały teatru

Nierówna walka Tewji Mleczarza

Recenzja spektaklu muzycznego „Potyczki Tewje Mleczarza z Bogiem” w reżyserii Sławomira Gaudyna

Kamp na Amen!

Gdyby szczeniak golden retrievera był spektaklem, to byłby z pewnością Betlejem polskim z Teatru im. Osterwy w Lublinie

fot. Przemysław Jendroska

Porządek prawa – porządek miłości – porządek bogactwa 

Recenzja spektaklu „Dziedzictwo” w reżyserii Roberta Talarczyka z Teatru Żydowskiego im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Wirus Hamleta

Gnieźnieńska adaptacja szekspirowego dramatu osadza go w świecie taniej dopaminy; Dania jest nie do końca wyrenderowaną przestrzenią na rubieżach gry typu open world, gdzieś na styku świata cyfrowego, rzeczywistego i nicości.

Share This