Natalia Kamińska
Recenzja koncertu-spektaklu Dopóki masz ogród w reż. Sławomira Gaudyna na podstawie poezji Anny Bernat

To dobrze, że już tak niewiele dni
na jesienne porządki liści, myśli
nie ma po co już klękać przed światem
i patrzeć prosto w oczy drzewa wiadomości złego
stary kosz pusty po dobrych uczynkach
które same się rozdały tam, gdzie były potrzebne
co za ulga zostawić ten sad pełen grzechów pierworodnych
i odejść tam, skąd jeszcze nikt nie wrócił
Anna Bernat, To dobrze
Czy można mówić o przemijaniu w sposób, który zaostrza apetyt na życie? Rzeszowski pokaz Dopóki masz ogród na podstawie wierszy Anny Bernat udowadnia, że jak najbardziej – co więcej – z wdziękiem i delikatnością. Choć sama poetka nie mogła być obecna na wydarzeniu, jej pełne refleksji i uwodzicielskie spojrzenie na rzeczywistość w piątkowy wieczór całkowicie zawładnęło Rzeszowskimi Piwnicami. Jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu Jagoda Skowron odczytała list, w którym poetka zadedykowała wydarzenie pamięci Jadwigi Barańskiej, której rocznica śmierci wypadła w dniu wydarzenia.
Wiele się pisze, kręci i wystawia o problemach młodości, nie mniej o doświadczeniach wieku dojrzałego, jednak to, co przychodzi później, często pozostaje niezagospodarowane. Tak jakby jesień życia nie domagała się już refleksji i twórczego przetworzenia. Sama, jako osoba w sile wieku zaskoczona byłam, jak wiele mogłam znaleźć w powołanym przez twórców do życia ogrodzie.
Przestrzeń Rzeszowskich Piwnic została świetnie wykorzystana przez scenografkę Weronikę Krupę, która wpasowała ją w elementy ruin dawnego Rzeszowa. Doświadczone przez czas cegły oszczędnie uzupełniono akcentami bieli, jesiennymi liśćmi i zniczami, ustawiając miejsce akcji gdzieś na granicy światów. Przestrzeń uzupełnia ustawienie muzyków z boku publiczności, dzięki czemu wtapia się ona w scenografię. Takie rozplanowanie pozwoliło widzom na pełną immersję w świat duchów, tworząc atmosferę misterium. To, gdzie się znajdujemy, pozostawiono interpretacji odbiorcy. Czy jest to cmentarz? A może dom opieki? Postaci nazywają to miejsce ogrodem. Czy będziemy wywoływać zmarłych?
Przewodnikami po tym cmentarzu-ogrodzie byli aktorzy, którzy wyłonili się z publiczności w białych szatach, przypominając istoty metafizyczne. Tego, kim są postaci sceniczne, także nie określono: mogą być duchami, nie do końca pogodzonymi ze swoim odejściem, ale też ludźmi w jesieni życia. Narrator (przejmujący Marek Kępiński) od żałoby po zmarłym synu przechodzi do głębszej refleksji nad tym, jak cieszyć się życiem w obliczu nieuniknionego przemijania i jak ufać Bogu, gdy zabiera nam to, co najcenniejsze. Akompaniowali mu Robert Chodur, Małgorzata Machowska, Adam Mężyk i Piotr Mieczysław Napieraj – każdy z inną historią do opowiedzenia, każdy pragnący, bojący się, doniosły w niepowtarzalności swojej historii.

Spektakl nie był podzielony na wyraźne części, jednak można było odczuć rytmiczną zmianę: pierwsza połowa zdominowana była przez słowo mówione, druga zaś przez śpiew. Autorem muzyki był Wojciech Głuch, a wykonanie powierzono zespołowi pod kierownictwem Tomasza Jachyma. Muzyka nie wybijała się na pierwszy plan: nie miała ilustrować, ale współbrzmieć. Była to klasyczna poezja śpiewana w najlepszym tego słowa znaczeniu: spokojna, klimatyczna, harmonijna. W jej rytmie wybrzmiewała czułość, pogodzenie z losem, i zachwyt nad codziennością, tak bardzo charakterystyczne dla wierszy Anny Bernat. W tym świecie człowiek nie jest w opozycji do natury, ale jest jej częścią.Przypomina drzewo: jest „kruchy, łamliwy, pełen robaków”. Poddaje się wpływowi czasu, jego gałęzie rozrastają się w różne strony, sięgając nieba. Jednak „nawet spróchniałe drzewo mimo wszystko chce żyć”.
Czego możemy się nauczyć od tych duchów-nieduchów? Choć potracili oni wiele, wiele też spotkało ich rozczarowań, a życie ułożyło się nie do końca tak, jak tego pragnęli, to jednak było ono piękne – z perspektywy jesieni życia zachwycają się tym, jak ogromnym przywilejem jest móc podziwiać wschody i zachody słońca, czuć na skórze powiew wiatru, patrzeć w gwiazdy czy dostrzegać piękno kwiatu. Jedna z postaci wypowiada słowa: „Niebo pstrokate mam w głowie, a w sercu kwitnący sad” – to ironiczne przetworzenie słynnego zdania Kanta — „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie” — wprowadza subtelny filozoficzny kontekst. W świecie Dopóki masz ogród człowiek nie szuka już wzniosłych prawd ponad sobą, lecz odnajduje harmonię w tym, co ziemskie, drobne, zmysłowe. W tym sensie spektakl mówi o akceptacji – o przyjęciu niepewności świata i jego barwnej przypadkowości jako części większego porządku. Chrześcijański ton obecny w wierszach Bernat nie jest moralizatorski, to raczej cicha wiara w to, że życie – nawet jeśli nie wygląda tak, jak byśmy chcieli – jest ogrodem pełnym cudowności, których podziwianie jest prawdziwym sensem naszego istnienia.
Dawno nie spotkałam się z tak doniosłym, przejmującym, wycieniowanym i inteligentnych przykładem sztuki tworzonej przez seniorów dla seniorów. Cieszy mnie, że twórcy spektaklu, pozwalając wybrzmieć uniwersalnym treściom obecnym w tekstach 78-letniej poetki, nie próbowali go na siłę odmłodzić. W wyniku tego dostajemy rzadki i cenny traktat o pragnieniach, lękach, niepokojach i radościach jesieni życia nieubłaganie przechodzącej w zimę. Znamienne, że w tekstach Bernat widać ogromna niezgodę na odstawianie seniorów na bok, nietraktowanie ich poważnie. W społeczeństwie skupionym na krajowym produkcie brutto mamy tendencję do traktowania osób starszych jako niepotrzebnych, a mogą być tymi, które poprowadzą nas do odpowiedzi na najważniejsze pytania. Spektakl Dopóki masz ogród udowadnia, jak ogromnym jest to marnotrawstwem.


0 komentarzy