Rozmowy z drzewami

Natalia Kamińska

Recenzja koncertu-spektaklu Dopóki masz ogród w reż. Sławomira Gaudyna na podstawie poezji Anny Bernat 

fot. Sebastian Stankiewicz

To dobrze, że już tak niewiele dni 

na jesienne porządki liści, myśli

nie ma po co już klękać przed światem

i patrzeć prosto w oczy drzewa wiadomości złego

stary kosz pusty po dobrych uczynkach

które same się rozdały tam, gdzie były potrzebne

co za ulga zostawić ten sad pełen grzechów pierworodnych

i odejść tam, skąd jeszcze nikt nie wrócił

Anna Bernat, To dobrze

Czy można mówić o przemijaniu w sposób, który zaostrza apetyt na życie? Rzeszowski pokaz Dopóki masz ogród na podstawie wierszy Anny Bernat udowadnia, że jak najbardziej – co więcej – z wdziękiem i delikatnością. Choć sama poetka nie mogła być obecna na wydarzeniu, jej pełne refleksji i uwodzicielskie spojrzenie na rzeczywistość w piątkowy wieczór całkowicie zawładnęło Rzeszowskimi Piwnicami. Jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu Jagoda Skowron odczytała list, w którym poetka zadedykowała wydarzenie pamięci Jadwigi Barańskiej, której rocznica śmierci wypadła w dniu wydarzenia.

Wiele się pisze, kręci i wystawia o problemach młodości, nie mniej o doświadczeniach wieku dojrzałego, jednak to, co przychodzi później, często pozostaje niezagospodarowane. Tak jakby jesień życia nie domagała się już refleksji i twórczego przetworzenia. Sama, jako osoba w sile wieku zaskoczona byłam, jak wiele mogłam znaleźć w powołanym przez twórców do życia ogrodzie.

Przestrzeń Rzeszowskich Piwnic została świetnie wykorzystana przez scenografkę Weronikę Krupę, która wpasowała ją w elementy ruin dawnego Rzeszowa. Doświadczone przez czas cegły oszczędnie uzupełniono akcentami bieli, jesiennymi liśćmi i zniczami, ustawiając miejsce akcji gdzieś na granicy światów. Przestrzeń uzupełnia ustawienie muzyków z boku publiczności, dzięki czemu wtapia się ona w scenografię. Takie rozplanowanie pozwoliło widzom na pełną immersję w świat duchów, tworząc atmosferę misterium. To, gdzie się znajdujemy, pozostawiono interpretacji odbiorcy. Czy jest to cmentarz? A może dom opieki? Postaci nazywają to miejsce ogrodem. Czy będziemy wywoływać zmarłych?

Przewodnikami po tym cmentarzu-ogrodzie byli aktorzy, którzy wyłonili się z publiczności w białych szatach, przypominając istoty metafizyczne. Tego, kim są postaci sceniczne, także nie określono: mogą być duchami, nie do końca pogodzonymi ze swoim odejściem, ale też ludźmi w jesieni życia. Narrator (przejmujący Marek Kępiński) od żałoby po zmarłym synu przechodzi do głębszej refleksji nad tym, jak cieszyć się życiem w obliczu nieuniknionego przemijania i jak ufać Bogu, gdy zabiera nam to, co najcenniejsze. Akompaniowali mu Robert Chodur, Małgorzata Machowska, Adam Mężyk i Piotr Mieczysław Napieraj – każdy z inną historią do opowiedzenia, każdy pragnący, bojący się, doniosły w niepowtarzalności swojej historii. 

fot. Sebastian Stankiewicz

Spektakl nie był podzielony na wyraźne części, jednak można było odczuć rytmiczną zmianę: pierwsza połowa zdominowana była przez słowo mówione, druga zaś przez śpiew. Autorem muzyki był Wojciech Głuch, a wykonanie powierzono zespołowi pod kierownictwem Tomasza Jachyma. Muzyka nie wybijała się na pierwszy plan: nie miała ilustrować, ale współbrzmieć. Była to klasyczna poezja śpiewana w najlepszym tego słowa znaczeniu: spokojna, klimatyczna, harmonijna. W jej rytmie wybrzmiewała czułość, pogodzenie z losem, i zachwyt nad codziennością, tak bardzo charakterystyczne dla wierszy Anny Bernat. W tym świecie człowiek nie jest w opozycji do natury, ale jest jej częścią.Przypomina drzewo: jest „kruchy, łamliwy, pełen robaków”. Poddaje się wpływowi czasu, jego gałęzie rozrastają się w różne strony, sięgając nieba. Jednak „nawet spróchniałe drzewo mimo wszystko chce żyć”.

Czego możemy się nauczyć od tych duchów-nieduchów? Choć potracili oni wiele, wiele też spotkało ich rozczarowań, a życie ułożyło się nie do końca tak, jak tego pragnęli, to jednak było ono piękne – z perspektywy jesieni życia zachwycają się tym, jak ogromnym przywilejem jest móc podziwiać wschody i zachody słońca, czuć na skórze powiew wiatru, patrzeć w gwiazdy czy dostrzegać piękno kwiatu. Jedna z postaci wypowiada słowa: „Niebo pstrokate mam w głowie, a w sercu kwitnący sad” – to ironiczne przetworzenie słynnego zdania Kanta — „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie” — wprowadza subtelny filozoficzny kontekst. W świecie Dopóki masz ogród człowiek nie szuka już wzniosłych prawd ponad sobą, lecz odnajduje harmonię w tym, co ziemskie, drobne, zmysłowe. W tym sensie spektakl mówi o akceptacji – o przyjęciu niepewności świata i jego barwnej przypadkowości jako części większego porządku. Chrześcijański ton obecny w wierszach Bernat nie jest moralizatorski, to raczej cicha wiara w to, że życie – nawet jeśli nie wygląda tak, jak byśmy chcieli – jest ogrodem pełnym cudowności, których podziwianie jest prawdziwym sensem naszego istnienia.
Dawno nie spotkałam się z tak doniosłym, przejmującym, wycieniowanym i inteligentnych przykładem sztuki tworzonej przez seniorów dla seniorów. Cieszy mnie, że twórcy spektaklu, pozwalając wybrzmieć uniwersalnym treściom obecnym w tekstach 78-letniej poetki, nie próbowali go na siłę odmłodzić. W wyniku tego dostajemy rzadki i cenny traktat o pragnieniach, lękach, niepokojach i radościach jesieni życia nieubłaganie przechodzącej w zimę. Znamienne, że w tekstach Bernat widać ogromna niezgodę na odstawianie seniorów na bok, nietraktowanie ich poważnie. W społeczeństwie skupionym na krajowym produkcie brutto mamy tendencję do traktowania osób starszych jako niepotrzebnych, a mogą być tymi, które poprowadzą nas do odpowiedzi na najważniejsze pytania. Spektakl Dopóki masz ogród udowadnia, jak ogromnym jest to marnotrawstwem.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blog festiwalowy przy 63. Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych. Recenzje, omówienia, polemiki, plotki. Okazjonalne złośliwości w granicach zdrowego rozsądku. Bloga prowadzą Natalia Kamińska i Mateusz Kaliński.

Chcesz się z nami skontaktować? Napisz!

natalia.katarzyna.kaminska@gmail.com

mateuszkalinski1993@gmail.com 

Pozostałe wpisy

10 w skali Gombrowicza

Recenzja-omówienie „Rejsu. Historia” w reżyserii Radosława Stępnia

Rozmowy z drzewami

Recenzja koncertu-spektaklu Dopóki masz ogród w reż. Sławomira Gaudyna na podstawie poezji Anny Bernat 

Stwór tańczy i śpiewa

Państwo dyrektorzy i dyrektorki, reżyserzy i reżyserki – sprawa jest.

Wampir dziki, wampir zły, on ma bardzo ostre kły

O spektaklu Drakula w reż. Jakuba Roszkowskiego z Teatru Miejskiego w Gliwicach

Nie każdy gambit wygrywa partię

Recenzja dramatu „Szachy” Marcina Bałczewskiego

DRACULA- foto Jeremi Astaszow - net144

Atak wampirów! Są ofiary [drastyczne, zobacz]

Krwawe żniwo czwartkowego spektaklu!

Na początku było jabłko, czyli imaginarium baby polskiej

Jeśli życia daje ci jabłka, zrób szarlotkę. Recenzja spektaklu „Niech no tylko zakwitną jabłonie” reż. Wojciech Kościelniak

To który tym wielkim poetą był?

Recenzja spektaklu „Ferdydurke” w reżyserii M. Malca.

Dwunastu biernych ludzi, czyli zbrodnia w Wiśniowym Sadzie

Rozwiąż największą zagadkę kryminalną Festiwalu Arcydzieł

Czy zostaną ruiny, kiedy to wszystko runie?

Legenda głosi, że mieszkańcy Atlantydy odczuwali ból trzykrotnie silniej niż współczesny człowiek. Bo my czujemy ból, a mieszkańcy Atlantydy bul, bul, bul.

Share This