Właśnie dlatego nie możemy mieć ładnych rzeczy

Natalia Kamińska

fot. Wiktoria Cieśla

Walka klas jest najpiękniejsza, gdy prowadzona rękami seniorki Krystyny. W takim przekonaniu utwierdziła mnie lektura dramatu Chciałaś hrabiego, to teraz rób na niego autorstwa Martyny Wawrzyniak, którego czytanie performatywne w reżyserii Katarzyny Minkowskiej odbyło się w sobotę w ramach Sceny Nowej Dramaturgii. Tytuł to oczywiście gra z powiedzeniem “chciałeś panią, to teraz rób na nią” (a także, jak pokazuje pobieżny research, mniej lub bardziej świadome nawiązanie do utworu Tomasza Niecika). Przewrotność tej gry słów odsłania swoje tragiczne podbrzusze kawałek po kawałku, trochę jak dobrze poprowadzony kryminał, rzucając tu i ówdzie poszlaki, których sens staje się jasny dopiero w momencie kulminacyjnym. Jednak zamiast klasycznej eureki dostajemy cios w brzuch. Zbrodnia, która się tu wydarzyła, dzieje się od wieków, przechodzi z pokolenia na pokolenie, funduje nasz porządek społeczny. W sercu dramatu Wawrzyniak krzyżują się różne formy ucisku – ekonomicznego, klasowego, genderowego czy kulturowego.

Sam tekst jest bardzo sprawny językowo, precyzyjny dramaturgicznie i ciekawy tematycznie. Co więcej – mimo dość ponurej tematyki – szalenie dowcipny. Osią dramatu jest relacja dwóch kobiet: Babci (Anna Demczuk) i Wnuczki (Kaja Kozłowska-Żygadło), wokół których krąży konstelacja postaci reprezentujących klasę uciskającą oraz instytucje, które ten ucisk uprawomocniają: wielkiego Hrabiego-Dewelopera, bierną i obojętną sąsiadkę, personel szpitala czy konduktora (tu w kilku rolach Barbara Napieraj i Piotr Napierała). Kobiety łączy to, co przekazywane z pokolenia na pokolenie – trauma, bieda, choroba. Dzielą je za to ambicje i poczucie dumy klasowej.

Monolog-skarga pierwszej z nich, Krystyny Pasternak – seniorki, mieszkanki wsi, byłej pracownicy szkoły, której mieszkanie kwaterunkowe wkrótce zostanie odebrane, bo oto do wsi wrócił Dziedzic – dominuje w treści dramatu. Sposób budowania postaci oraz jej charakterystyczna fraza – potok skarg i zażaleń, przepełniony hiperbolami, ale też ujmująco poetycki – przypomina mi bohaterkę kultowego dokumentu Takiego pięknego syna urodziłam Marcina Koszałki z 1999 roku oraz postać Babki z rosyjskiej powieści Pawła Sanajewa Pochowajcie mnie pod podłogą. Wszystkie te trzy kobiety łączy podobne doświadczenie dziejowe: spędziły całe życie w systemie socjalistycznym, by na starość zostać zmuszone do odnalezienia się w obcym kapitalizmie, w obu ustrojach niezmiennie doświadczając niesprawiedliwości. „Ja się nie będę nikogo prosiła” – w tej wypowiedzi Krystyny odbija się cała jej skomplikowana relacja ze światem. Imperatyw obrażonej samodzielności, pretensja, odtrącenie, poczucie wyrzucenia poza nawias, walka o godność. „Kiedyś to było trudno, wy młodzi to macie łatwo” zdaje się mówić w imieniu wszystkich seniorów świata. Jest w Krystynie mnóstwo siły wypływającej właśnie z resentymentu. Ta Krystyna mi imponuje. Jakaś część mnie chciałaby kiedyś być jak Krystyna. Bo Krystyna nie musi udawać, że coś jej się podoba, skoro się nie podoba.

Inaczej sprawa się ma z Wnuczką. Ta aktywnie walczy o awans społeczny na drodze naukowej, próbując do tego celu wyzyskać historię własnej rodziny. Jest zawsze blisko celu – „jeszcze tylko jedną rzecz zrobię wiesz taki projekt taką pracę właściwie opowieść nawet i książkę, albo chociaż artykuł, publikację i odczyt” – dzieli ją od upragnionego etatu. Wierzy, że na drodze autoetnograficznej pracy naukowej przekuje rodzinną traumę na lepsze – albo chociaż spokojniejsze – życie. Że opowiadając swoją historię, oswoi Historię. Jest depresyjna, niedospana, niedokarmiona, niedomieszkana i strasznie, strasznie zmęczona.

Choć tekst opiera się na kanwie ich rozmów telefonicznych, początkowo się nie słuchają, mówią bardziej obok niż do siebie, dochodząc odmiennymi ścieżkami do wspólnego finału. Jednak by się tam znaleźć, potrzebują wspólnej świadomości klasowej.

SPOILER ALERT

Uwaga, poniżej zdradzam zakończenie dramatu, co jest mi konieczne do przeprowadzenia wywodu. Jeśli nie chcesz go poznawać przed lekturą, nie czytaj dalej. Najlepiej zapisz sobie na później. A zresztą, rób co chcesz. Czyż jestem stróżką czytelnika mego? W każdym razie, za obrazkiem spoilery.

fot Wiktoria Cieśla

Krystyna namiętnie ogląda film Trędowata, przeżywając wciąż i wciąż historię mezaliansu Stefanii Rudeckiej. Baśń o Kopciuszku bez „…i żyli długo i szczęśliwie”. Znamy to z filmów Disneya, z Pretty Woman czy nawet z 50 twarzy Greya – wielki pan zaczyna pałać nagłą miłością do prostej dziewczyny, samą siłą swojego uczucia zapewniając jej awans klasowy i życie księżniczki. Sceny po napisach brak.

Chciałaś hrabiego… dopisuje do tej baśni posłowie w duchu marksistowskim: zdarzenie między hrabią a praczką (którego konsensualność w dramacie pozostaje niedopowiedziana, prawdopodobny jest kontekst przemocy fizycznej lub przemocy klasowej) powoduje pęknięcie. Linię męską – dominującą, posiadającą – pozostawia bez szwanku. Linię żeńską natomiast – podległą, pracującą – naznacza traumą i chorobą. W reperkusjach tego mezaliansu odbija się cała historia ucisku i nierówności. Dwie gałęzie tego samego drzewa, a dwie diametralnie różne historie. „Jak ta sosna…” – szepczę, ale zaraz się opamiętuję. Bo choć w idei społecznej blisko dramatowi Wawrzyniak do Żeromskiego, to tekst przepaja jednak duch romantyczny, nieco tylko przysłonięty poliestrowymi firankami non iron. Krystyna jest bowiem nieumarła – nie w sensie dosłownym, choć rychłą śmierć wróżono jej od dzieciństwa. Przyszykowana na tę okoliczność, od dobrych kilkudziesięciu lat z zapamiętaniem pucuje swój nagrobek. Staje się poniekąd upiorem: „Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata! Cóż to za człowiek?”. Seniorka. Krystyna-Konrad wybiera przemoc. Znajduje swojego Nowosilcowa w osobie Dziedzica i wyrusza odzyskać swoją lokalną niepodległość. Jest Jakubem Szelą. Jest bohaterką horrorów z nurtu rape revenge. Jest rewolucją.

Jane Austen mawiała, że daje swoim bohaterkom szczęśliwe zakończenia, by jej czytelniczki, nie mogące na nie liczyć w prawdziwym życiu, choć w powieści znalazły trochę otuchy. Nawiasem mówiąc, w oryginalnym scenariuszu Pretty Woman autorstwa J.F. Lawtona, Vivian, miast przy ślubnym kobiercu, kończy na ulicy – producenci uznali jednak, że tylko historia o szczęśliwym zakończeniu odniesie sukces komercyjny. Na ile popularność baśni o szczęśliwym mezaliansie przyczynia się do utrzymywania podziałów klasowych? Czy szczęśliwe zakończenie powinno – jak w przypadku Krystyny – dokonać się na drodze krwawej rewolucji? A może – tak jak Austen – Wawrzyniak oferuje zakończenie dające satysfakcję, której w rzeczywistości osoby pokrewne Krystynie nie mogłyby uzyskać?

1 komentarz

  1. Joanna R

    Jak zawsze pani Natalio, bardzo rzetelny tekst, pozdrawiam

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blog festiwalowy przy 63. Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych. Recenzje, omówienia, polemiki, plotki. Okazjonalne złośliwości w granicach zdrowego rozsądku. Bloga prowadzą Natalia Kamińska i Mateusz Kaliński.

Chcesz się z nami skontaktować? Napisz!

natalia.katarzyna.kaminska@gmail.com

mateuszkalinski1993@gmail.com 

Pozostałe wpisy

10 w skali Gombrowicza

Recenzja-omówienie „Rejsu. Historia” w reżyserii Radosława Stępnia

Rozmowy z drzewami

Recenzja koncertu-spektaklu Dopóki masz ogród w reż. Sławomira Gaudyna na podstawie poezji Anny Bernat 

Stwór tańczy i śpiewa

Państwo dyrektorzy i dyrektorki, reżyserzy i reżyserki – sprawa jest.

Wampir dziki, wampir zły, on ma bardzo ostre kły

O spektaklu Drakula w reż. Jakuba Roszkowskiego z Teatru Miejskiego w Gliwicach

Nie każdy gambit wygrywa partię

Recenzja dramatu „Szachy” Marcina Bałczewskiego

DRACULA- foto Jeremi Astaszow - net144

Atak wampirów! Są ofiary [drastyczne, zobacz]

Krwawe żniwo czwartkowego spektaklu!

Na początku było jabłko, czyli imaginarium baby polskiej

Jeśli życia daje ci jabłka, zrób szarlotkę. Recenzja spektaklu „Niech no tylko zakwitną jabłonie” reż. Wojciech Kościelniak

To który tym wielkim poetą był?

Recenzja spektaklu „Ferdydurke” w reżyserii M. Malca.

Dwunastu biernych ludzi, czyli zbrodnia w Wiśniowym Sadzie

Rozwiąż największą zagadkę kryminalną Festiwalu Arcydzieł

Czy zostaną ruiny, kiedy to wszystko runie?

Legenda głosi, że mieszkańcy Atlantydy odczuwali ból trzykrotnie silniej niż współczesny człowiek. Bo my czujemy ból, a mieszkańcy Atlantydy bul, bul, bul.

Share This