Skandal na premierze: wnioski, reperkusje, komentarze

Cieszy nas (choć nie dziwi) kulturotwórczy charakter naszego bloga. Bo oto nasze sugestie zostały wcielone w życie – decorum pospektaklowej prezentacji jury uległo przeobrażeniu. Domyślamy się, jak od kulis te rozmowy mogły wyglądać: „Ci inteligentni, zdolni, czarujący i świetnie ubrani młodzi ludzie mają sporo racji” – powiedziałby jeden. „Nigdy tak o tym nie myślałam, ale faktycznie jesteśmy drużyną, a ta metafora piłkarska, tak zgrabna, sprytna i dowcipna, trafia w samo sedno” – odrzekła zapewne druga. Efekt? Premiera całkiem nowego, odważnego performansu – Przedstawienia jury II. Ta subwersywna odsłona dobrze znanego hitu wprowadza znaczące zmiany na poziomie dramaturgicznym i choreograficznym, zaprojektowano także unikalny rodzaj interakcji z publicznością – ta bowiem miała wstrzymać się od oklasków aż do momentu padnięcia ostatniego z szacownych nazwisk, gdy ich posiadacze wspólnie wykonają popisowy ukłon. Plan ambitny, założenia mądre, a jak praktyka?

Publiczność, tak przecież przywykła do witania każdego z szanownych członków osobnymi, gromkimi owacjami, po pierwszym z wyczytanych nazwisk chwilowo dała się ponieść zapisanym w ciele schematom, rzec można, prawice same rwały się do klaskania, a i wasi blogerzy musieli wykonać kilka ćwiczeń oddechowych, na wydechu skandując: spokojnie moje dłonie, spokojnie, i na was przyjdzie pora. Nie były to puste obietnice. Wszyscyśmy zgromadzeni w Siemaszce wytężyli siły fizyczne, duchowe i intelektualne, by po tej pierwszej wpadce nie zepsuć końcowego efektu. Dalsza część performansu przebiegła bez zakłóceń; na sali czuć było atmosferę wytężonego skupienia podczas popisowego monologu Prowadzącej. Wyróżnić należy doskonale dobrane tempo, siłę ekspresji i bezbłędne rozłożenie akcentów w tej części przedstawienia.

Ruch ten, choć odważny, okazał się sukcesem. Dramaturgia? Wybitna. Wykonanie? Godne pochwały. Choreografia? Nie powstydziłaby się jej sama Pina Bausch. Jakże wysoko, jakże radośnie wystrzeliły emocje tak skrzętnie budowane w czasie dynamicznej i porywającej prezentacji. Bo czyż oklaskiwanie pięciu osób jednocześnie, miast każdej po kolei, nie jest w piątnasób przyjemne? Cóż to było za wspaniałe doświadczenie wspólnoty. Teatr to zaiste spotkanie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blog festiwalowy przy 63. Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych. Recenzje, omówienia, polemiki, plotki. Okazjonalne złośliwości w granicach zdrowego rozsądku. Bloga prowadzą Natalia Kamińska i Mateusz Kaliński.

Chcesz się z nami skontaktować? Napisz!

natalia.katarzyna.kaminska@gmail.com

mateuszkalinski1993@gmail.com 

Pozostałe wpisy

10 w skali Gombrowicza

Recenzja-omówienie „Rejsu. Historia” w reżyserii Radosława Stępnia

Rozmowy z drzewami

Recenzja koncertu-spektaklu Dopóki masz ogród w reż. Sławomira Gaudyna na podstawie poezji Anny Bernat 

Stwór tańczy i śpiewa

Państwo dyrektorzy i dyrektorki, reżyserzy i reżyserki – sprawa jest.

Wampir dziki, wampir zły, on ma bardzo ostre kły

O spektaklu Drakula w reż. Jakuba Roszkowskiego z Teatru Miejskiego w Gliwicach

Nie każdy gambit wygrywa partię

Recenzja dramatu „Szachy” Marcina Bałczewskiego

DRACULA- foto Jeremi Astaszow - net144

Atak wampirów! Są ofiary [drastyczne, zobacz]

Krwawe żniwo czwartkowego spektaklu!

Na początku było jabłko, czyli imaginarium baby polskiej

Jeśli życia daje ci jabłka, zrób szarlotkę. Recenzja spektaklu „Niech no tylko zakwitną jabłonie” reż. Wojciech Kościelniak

To który tym wielkim poetą był?

Recenzja spektaklu „Ferdydurke” w reżyserii M. Malca.

Dwunastu biernych ludzi, czyli zbrodnia w Wiśniowym Sadzie

Rozwiąż największą zagadkę kryminalną Festiwalu Arcydzieł

Czy zostaną ruiny, kiedy to wszystko runie?

Legenda głosi, że mieszkańcy Atlantydy odczuwali ból trzykrotnie silniej niż współczesny człowiek. Bo my czujemy ból, a mieszkańcy Atlantydy bul, bul, bul.

Share This